Mity windykacyjne

14.08.2018

 

Powszechnie wiadomo, że część firm transportowych boryka się z problemem nieodzyskanych pieniędzy za wykonywane usługi. Powody takich sytuacji są różne – chwilowe problemy kontrahenta i zator płatniczy uniemożliwiający terminowe regulowanie zobowiązań, zwyczajna nieuczciwość, a czasami chęć odegrania się na przewoźniku np. za uszkodzenie transportowanego towaru. Jedno jest pewne – z umów należy się wywiązywać, dlatego normalnym zachowaniem jest dochodzenie zapłaty od dłużnika. Można to robić samodzielnie lub poprosić o interwencję wyspecjalizowane firmy. O tym jak wartościowa jest ich wiedza i doświadczenie pisaliśmy w poprzednich artykułach więc nie o tym dziś będzie mowa. Windykacja, choć jest tak powszechna, nadal budzi wiele kontrowersji, a co więcej krążą wokół niej mity, wg. których to reputacja wierzyciela, a nie dłużnika może ucierpieć. Pojawia się tylko pytanie dlaczego martwi się ten, kto doznaje w całej sytuacji największej krzywdy i nie powinien czuć się winny? Właśnie na wspomniane wyżej mity rzucimy dziś światło i na nich skupimy uwagę.

Mit nr 1. Samodzielna windykacja równa się dobre relacje z kontrahentem.

Załóżmy taką sytuację – przewoźnik organizuje transport pełnokontenerowy z Wrocławia do Hamburga – nie ma możliwości doładunku więc zarobek na tej trasie daje mu tylko jeden klient. Termin płatności wynosi 60 dni od dostarczenia dokumentów. Mija 65 dni, a zapłaty za transport nie ma. Towar dojechał zgodnie z zaleceniami, został dostarczony na czas, tak samo powinny zostać dostarczone wypracowane przez przewoźnika pieniądze. Co zrobić? pisać maile o treści – “przepraszam  że się upominam, ale dwa miesiące temu wykonałem dla Państwa świetną robotę. Kiedy mogę spodziewać się zapłaty, bo termin płatności już minął?”. Zachowany ton grzecznościowy zapewne pomaga utrzymać dobre relacje z kontrahentem, ale czy wpłynie na rychły przelew na konto? W takiej sytuacji stratą nie jest tylko ustalona kwota transportu, ale także pieniądze wydane na paliwo, eksploatację auta i koszt opłacenia kierowcy. Jeżeli nawet pierwsze samodzielne próby ściągnięcia długu są wyważone i grzeczne, to z pewnością ton rozmowy może się zmieniać wprost proporcjonalnie do wydłużającego się czasu. Nadal jednak istnieją nikłe szanse, że motywacja dłużnika do rozliczenia się ze zleceniobiorcą wzrośnie mimo poświęcania energii i czasu, które powinniśmy spożytkować na rozwój biznesu. W tym miejscu możemy obalić pierwszy mit – samodzielna windykacja nie tylko może okazać się bezskuteczna, ale może także spowodować, że pod wpływem nerwów i złego dobrania technik negocjacyjnych zadziałamy na swoją niekorzyść. Pytanie brzmi – czy na takim kontrahencie nam zależy i czy faktycznie to my zepsujemy relacje wchodząc na drogę windykacji polubownej lub sądowej, którą wykonają dla nas profesjonaliści.
Być może ten kontrahent dawał dobre stawki, ale co z tego skoro nie nosi się z zamiarem rozliczenia? Lepiej odzyskać pieniądze i zmienić partnerów biznesowych, czy jeździć za darmo i pielęgnować jednostronne dobre relacje?

Mit nr 2. “Więcej stracę niż zyskam”

Czy oczekiwanie na zapłatę nic nie kosztuje? Co jeżeli dłużnik wykorzysta bierność wierzyciela i nigdy nie zapłaci za dostawę towaru? Niektórzy przedsiębiorcy z obawy przed poniesieniem kosztów windykacji tracą ciężko wypracowane pieniądze. Oczywiście ten mit również jest do obalenia. Zgłoszenie sprawy do windykacji polubownej nic nie kosztuje. Klient nie jest zobowiązany do uiszczenia opłaty wstępnej. Dopiero w momencie odzyskania długu pobierana jest prowizja i stanowi ona zaledwie kilka procent odzyskanej kwoty. Poza tym dobra firma windykacyjna oferuje pomoc w uzyskaniu rekompensaty kosztów windykacji od dłużnika. Wniosek jest prosty, jeżeli próba ściągnięcia długu okaże się różnych względów bezskuteczna, wierzyciel nie ponosi żadnych kosztów. Zyskuje natomiast czas, który musiałby poświęcić na indywidualny kontakt z dłużnikiem.

Mit nr 3. Jak dłużnik zdobędzie pieniądze to sam zapłaci

Oczywiście nie można generalizować i stwierdzić zdecydowanie, że żaden z dłużników nie wykaże się uczciwością i nie spłaci swoich zobowiązań jak tylko “stanie na nogi”. Myślę jednak, że byłyby to pojedyncze, odosobnione przypadki. Większość firm zwlekających z zapłatą należności czeka na odpowiednią motywację zewnętrzną. Na niektórych zadziała krótka rozmowa z windykatorem, inni potrzebują kilku pism i deklaracji zgłoszenia sprawy do sądu, a jeszcze innych przekona przekazanie interwencja komornika. Odkładanie windykacji na później niestety działa na niekorzyść poszkodowanego. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ten sam kontrahent nie zapłacił jeszcze kilku innym zleceniobiorcom, a część z nich zapewne już przekazała sprawę w ręce profesjonalistów. W takiej sytuacji pierwsze wolne środki dłużnika trafią do tej firmy, która zainterweniowała jako pierwsza.

Trafić w sidła dłużnika jest łatwo – oszustwa zdarzają się nawet wśród firm uchodzących za zaufane. Bywa, że dobrze prosperujące przedsiębiorstwa tracą płynność finansową i próbują ratować własną sytuację kosztem innych, myśląc, że niezapłacone faktury to świetny sposób na bezpłatny kredyt. Należy jednak pamiętać, że trudna sytuacja kontrahenta nie jest usprawiedliwieniem – powinien on zdobyć pieniądze i wywiązać się z zawartej umowy. W innym wypadku każdy przedsiębiorca ma prawo rozpocząć profesjonalny proces windykacji – nie wpłynie to negatywnie na opinie przedsiębiorstwa – wręcz przeciwnie – pomoże uniknąć utraty płynności finansowej.

Udostępnij na:

fb